Mariusz Jop po #WISRCZ: Zawsze chcemy wygrywać
Damian Urbaniec
Wisła Kraków pokonała Raków Częstochowa 2:1, odnosząc szóste domowe zwycięstwo z rzędu. Po spotkaniu trener Mariusz Jop mówił o charakterze drużyny, skuteczności i elementach wymagających poprawy.
Ocena spotkania i szóste zwycięstwo przy Reymonta
„Na pewno bardzo trudny mecz dzisiaj przy Reymonta. Zespół, który do nas przyjechał, był ustawiony bardzo nisko, płasko. Na pewno nie jest łatwo w takiej sytuacji kreować sytuacje. Jeszcze w pierwszej połowie, te pierwsze 30 minut, myślę, że stwarzaliśmy sporo zagrożenia. Oczywiście to nie były jakieś superczyste momenty, może poza uderzeniem Ángela, gdzie trafił w środek i Trelowski to obronił. Także bardzo trudny mecz. Było widać, że rywal przyjechał tutaj nastawiony na grę defensywną, czekał na stałe fragmenty gry i prawie mu się to udało. Ja się bardzo cieszę z tego, że Wisła Kraków zawsze gra do końca i zawsze gra o zwycięstwo. To jest bardzo cenne i chcemy to dalej pielęgnować. Kolejny mecz u siebie wygrany. To nie jest taka prosta sprawa, żeby wygrać sześć spotkań z sześciu. W okolicznościach, jakie państwo widzieli w samej końcówce, bardzo się cieszę i gratuluję Kacprowi też zdobycia pierwszej bramki w PKO BP Ekstraklasie. Natomiast na pewno jest kilka elementów, nad którymi musimy dalej mocno pracować, bo ten mecz nie był idealny w naszym wykonaniu. Natomiast cenimy trzy punkty, bo na końcu to jest najważniejsza rzecz” - rozpoczął szkoleniowiec Białej Gwiazdy.
Problemy w ataku pozycyjnym
„Zgadzam się, że problem w ataku pozycyjnym dla nas dzisiaj, przy takim biernym zachowaniu, czyli to nie było takie aktywne wypychanie, tylko to było czekanie w swojej strefie, płasko 5-4-1. Tam po prostu musisz grać szybciej piłką, na jeden, dwa kontakty, szukać zmiany strony i wtedy szukać wbiegnięć w korytarze za plecy, po to, żeby rozrywać tę linię obrony. My byliśmy trochę za statyczni, to raz. Po drugie, to, co pan redaktor też zauważył, zbyt dużo dotknięć piłki, zbyt wolno zmienialiśmy stronę. To były takie rzeczy, które trzeba absolutnie skorygować przy tak grającym przeciwniku” - ocenił trener.
Ryzyko związane z rozegraniem od własnej bramki
Szkoleniowiec odniósł się również do gry Marcela Łubika i ryzyka towarzyszącego budowaniu akcji od tyłu.
„Myślę, że czasami to wynika z tego, że Marcel chce bardzo szybko wznowić grę, a jak się człowiek śpieszy, to czasami popełnia błędy, więc ja liczę się z tym, że czasami tego typu błędy będą się zdarzały. Natomiast myślę, że tak czy inaczej ten sposób rozgrywania i gry przez Marcela opłaca się na koniec, bo wiele z takich akcji, które zaczynamy właśnie przez niego, stwarza później nam w tej trzeciej tercji sytuacje, bo jesteśmy w stanie ograć większą liczbę zawodników, używając właśnie Marcela. Więc to jest, można powiedzieć, wkalkulowane w nasz sposób grania. Musimy to akceptować. Oczywiście chcemy minimalizować te straty, to ryzyko, natomiast jakieś tam ryzyko zawsze ponosimy, próbując grać od tyłu” - wyjaśnił.
Zmiany i oczekiwania wobec rezerwowych
„My sami od siebie oczekujemy więcej i na pewno oczekujemy też więcej od zawodników, którzy wchodzą, bo są to piłkarze, którzy mają potencjał do tego, żeby w takich momentach dać ten pozytywny impuls, gdzie zespół się bronił nisko i mało stwarzaliśmy. Na to liczyłem. Natomiast czasami tak jest. Mówiliśmy sobie już o tym zaraz po meczu w szatni, że na pewno chcemy więcej. Bez względu na to, na ile się wchodzi, jesteśmy razem i po prostu trzeba dać więcej zespołowi w takim momencie” - powiedział Jop.
Julius Ertlthaler i przedłużenie kontraktu
Jednym z poruszonych tematów była postawa Juliusa Ertlthalera, który niedawno przedłużył umowę z Wisłą Kraków.
„Myślę, że tutaj absolutnie dla Juliusa to nie był element, który w jakiś sposób go hamował i on nie dawał wszystkiego, co mógł na dany moment, bo jest to fantastyczny piłkarz, jeżeli chodzi o zaangażowanie, o inteligencję boiskową, o też takie aspekty, relacje międzyludzkie. Naprawdę to jest duża przyjemność pracy z takim zawodnikiem. Julius po prostu miał, ale też ma ciągle pewnego rodzaju problemy zdrowotne i czasami ta jego dyspozycja jest z tym związana. On bardzo dużo poświęca swojego zdrowia do tego, żeby być gotowym na mecz. Ja go bardzo cenię za to, bo to jest piłkarz, który wszystko, co robi, robi z myślą dla zespołu. Bardzo ciężko pracuje w defensywie, fazach przejściowych. Oddaje serce i wszystko, co może, na treningu i na meczu” - podkreślił.
„Więc absolutnie kwestia podpisania nowej umowy to nie był element, który by go w jakiś sposób hamował i tu bym absolutnie nie szukał jakiejś lepszej czy gorszej dyspozycji związanej właśnie z nową umową. W mojej ocenie jak najbardziej piłkarz dla nas bardzo ważny, jeden z liderów zespołu. Myślę, że to bardzo dobrze, że ten kontrakt został podpisany. Julius będzie z nami dłużej. Ja się z tego bardzo cieszę, bo jest to świetny piłkarz i świetny człowiek” - dodał szkoleniowiec.
Sposób na przełamanie nisko ustawionej defensywy
„Myślę, że taka pierwsza zasada, jeżeli jest rywal w obronie niskiej, w układzie 5-4-1, z piątką obrońców, byłoby to błędem, gdybyśmy szukali przerzutów. Po pierwsze dlatego, że ta piłka leci długo i daje czas w piątkowym układzie do tego, żeby się przesunąć. To nie jest dobre rozwiązanie. Tam trzeba zmieniać stronę, ale dołem. Przy czwórkowym układzie tak, ale też jak trochę linia obrony jest wyżej. Natomiast to nie jest w mojej ocenie sposób na to, żeby złamać obronę rywala, kiedy gra w układzie 5-4-1, jest nisko, płasko” - tłumaczył trener Wisły.
Bramki w końcówkach spotkań
Kolejny raz Biała Gwiazda przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść w ostatnich minutach.
„Myślę, że w zeszłym sezonie już było dużo takich spotkań, gdzie my w samej końcówce strzelaliśmy bramki. To jest kwestia nastawienia i jedna myśl przyświeca piłkarzom, że my gramy zawsze o zwycięstwo. Bez względu na to, czy gramy u siebie, czy na wyjeździe, zawsze chcemy wygrywać i stąd są te bramki w końcówce, gdzie po prostu prowokujemy sytuacje, bo tam też był rzut wolny, z którego właśnie tę bramkę zdobyliśmy. Więc tak jak mówię, to trzeba pielęgnować, cenić, bo to nie jest pierwszy raz, tylko to jest coś, co widzimy nie tylko w tym sezonie, ale widzieliśmy też w poprzednim” - zaznaczył.
Sytuacja Rakowa Częstochowa
Pytany o trudne położenie rywala i ewentualne rady dla jego szkoleniowca, Jop odpowiedział:
„Nie zamierzam, nie czuję się kompetentny do tego, żeby udzielać rad komukolwiek. Ja myślę, że trener ma trudną sytuację. Przede wszystkim trzeba odbudować piłkarzy pod względem mentalnym, bo jest to bardzo, bardzo trudne. Kiedy nie wygrywasz długo, wtedy trudno jest pokazać te swoje umiejętności, więc na pewno zespół, który potrzebuje przełamania i uwierzenia w wizję, którą chce przedstawić trener. Natomiast to myślę, że trener, sztab i wszyscy w Rakowie będą robili wszystko, żeby ten cel swój osiągnąć. Natomiast to nie jest jakby moja sprawa, żeby tutaj głęboko w te rzeczy wchodzić” - stwierdził.
Analiza taktyczna przeciwnika
„Nie widziałem wszystkich spotkań Rakowa. Tam na pewno każdy trener próbował trochę pokazać swoją wizję. Ostatnie dwa mecze grali w ogóle na czwórkę, więc spodziewaliśmy się, że prawdopodobnie wrócą do tych ustawień fabrycznych jeszcze z czasów trenera Papszuna i później z czasów trenera Szwargi, czyli takie ustawienie 3-4-3, a w obronie niskiej 5-4-1. Nie zaskoczyło mnie to, tak mówiąc ogólnie. Wcześniej na pewno jeszcze był to zespół, który jeszcze mocniej wypychał i podejmował trochę większe ryzyko jednak” - przyznał.
„Teraz rozumiem też tę strategię, gdzie chcieli mieć więcej ludzi z tyłu, żeby czuć się bardziej bezpiecznie. Stąd my mieliśmy trochę więcej możliwości przy próbie ich pressingu. Tam zawsze jedna szóstka była wolna u nas i kwestia tylko, czy to wykorzystywaliśmy, czy nie. Kilka razy to zrobiliśmy, kilka razy nie zrobiliśmy. I to były takie momenty, gdzie można było więcej poszukać, bo tej przestrzeni za plecami było więcej i więcej możliwości do wykreowania ataku, bo po prostu, tak jak mówię, w niskim ustawieniu jest to bardzo trudne. Szczególnie w sytuacji, kiedy zespół ma wielu piłkarzy grających bardzo dobrze w powietrzu, bo Raków to jest bardzo wysoki zespół i to jest na pewno element, gdzie są dobrzy” - kontynuował.
„Natomiast my wiedzieliśmy też, że po stałych fragmentach gry, jeżeli chodzi o rzut wolny z boku, stracili dwie bramki. I to też była dla nas szansa. My tę bramkę na 2:1 strzeliliśmy też po stałym fragmencie gry, właśnie po rzucie wolnym z boku. Także dalej gdzieś tam mają pewne problemy, z którymi się muszą mierzyć, ale to nie są nasze problemy” - zakończył Mariusz Jop.
Pełne nagranie konferencji prasowej dostępne jest na oficjalnym kanale YouTube Wisły Kraków . Zachęcamy do obejrzenia materiału i subskrypcji kanału, aby być na bieżąco z wydarzeniami z życia Białej Gwiazdy.
Mariusz Jop po #WISRCZ: Zawsze chcemy wygrywać